
Drugi trening przed GP Brazylii rozpoczął się przy lepszej pogodzie. Sam tor był praktycznie suchy i kierowcy bez problemu mogli wyjechać na gładkich oponach. Trochę wody znajdowało się jednak na poboczach. Temperatura otoczenia miała 24 stopnie Celsjusza, a nawierzchni 19.
W ciągu kilku minut wiele samochodów opuściło aleję serwisową. Szybko na torze pojawił się też Robert Kubica, który oddał pierwszą sesję Nicholasowi Latifiemu.
Niestety, Polak nie pojeździł w piątek praktycznie wcale. Już po chwili, dopiero rozpoczynając swój program i jadąc stosunkowo wolno, wypadł z trzeciego zakrętu i poważnie uszkodził swoją maszynę.
Samochód Williamsa delikatnie dotknął linii przy wewnętrznej tarce, która najprawdopodobniej była mokra. Realizator pokazał także jeden samochód Haasa, który w tym samym miejscu zahaczył o trawę i naniósł sporo wody. Nie wiadomo jednak, czy działo się to przed czy po wypadku Kubicy.
Robert nie był w stanie opanować maszyny. Instynktowna kontra nie wystarczyła, a autem rzuciło bardzo mocno. Kierowca stał się pasażerem, rozbijając się po zewnętrznej długiego łuku. Sytuacja wywołała czerwoną flagę na kilka minut.
Inni zawodnicy na początku też mieli swoje problemy, ale były one nieporównywalnie mniejsze. Lando Norris narzekał na pracę pedału gazu, a Lewis Hamilton na bardzo agresywną redukcję biegów.
Po 25 minutach treningu Nico Hulkenberg otrzymał informację o możliwych drobnych opadach. Miały być to jednak tylko kropelki, a nie nic poważnego. Prognozy potwierdziły się częściowo. Kropelki faktycznie były widoczne, ale po kolejnych kilku minutach Renault powiedziało Danielowi Ricciardo, że deszcz może być bardziej intensywny.
Lewis Hamilton i Sebastian Vettel musieli odpuścić szybkie okrążenia, trafiając na Valtteriego Bottasa. Sześciokrotny mistrz świata stwierdził, że jego kolega uciął sobie drzemkę. Sytuacja była podobna do tej z kwalifikacji sprzed roku, gdy to Siergiej Sirotkin uciekał przed Brytyjczykiem, który przysnął. W przypadku czterokrotnego mistrza skończyło się tylko na machnięciu ręką.
Fin był też zamieszany w sytuację w alei serwisowej, ale tam absolutnie nie zawinił. Przed nim dość optymistycznym wypuszczeniem Charlesa Leclerca popisali się mechanicy Ferrari. Sędziowie odnotowali incydent, ale nie podjęli żadnej innej akcji.
W treningu nie zabrakło również pokazowego wyścigu, który urządzili Romain Grosjean i Pierre Gasly. Między nimi nie doszło do kontaktu, więc obaj mogli kontynuować przygotowania. Niestety, w przypadku zawodnika Toro Rosso, tylko do czasu.
Na 20 minut przed końcem samochód Gasly’ego zepsuł się, wydając charakterystyczny dźwięk i zostając na 5. biegu. Z silnika wydobyło się sporo dymu, co sugeruje, że awaria mogła być poważniejsza.
Na 5 minut przed końcem w trzecim sektorze pojawiły się żółte flagi, a po chwili sędziowie wywiesili czerwoną. Zamieszanie wywołał drugi samochód zespołu z Faenzy.
Daniił Kwiat miał podobną przygodę co Alex Albon kilka godzin wcześniej. Wyleciał z toru z zakręcie nr 12 i nie zdołał wyhamować na trawie. Lekko uderzył w bandę tyłem, ale zdołał uszkodzić maszynę. Z bolidu zaczął wydobywać się dym, przez co inżynier musiał poganiać Rosjanina, który nie wyskoczył z kokpitu od razu.
Trening nie został już wznowiony. Najlepsze czasy ustanowili kierowcy Ferrari. Sebastian Vettel z wynikiem 1:09.217 o 0,021 sekundy wyprzedził Charlesa Leclerca. Dalej znaleźli się Max Verstappen i Valtteri Bottas, wolniejsi o odpowiednio 0,134 i 0,156 sekundy.
Na 5. pozycji uplasował się Lewis Hamilton. W top 6 zabrakło drugiego Red Bulla, prowadzonego przez Alexa Albona, który był na 9. miejscu.
Niezłe tempo na jednym okrążeniu pokazali Kevin Magnussen, Daniel Ricciardo i Kimi Raikkonen, którzy byli za sześciokrotnym mistrzem świata. Duńczyk był też chwalony przez swojego inżyniera za długie przejazdy.
Tor Interlagos jest dość krótki, przez co różnice w i tak już zbitym środku stawki były jeszcze mniejsze. Między 6. a 18. miejscem było tylko 0,5 sekundy. George Russell, który zajął 19. miejsce, był gorszy od lidera o 2,6 sekundy, a od 18. Lando Norrisa aż o 1,2 sekundy.
